O MNIE


Mój romans z Kolumbią rozpoczął się w niewielkim amerykańskim miasteczku niedaleko Waszyngtonu. To było kiedy jeszcze stały Twin Towers w Nowym Yorku. Ucząc się pilnie angielskiego w szkole językowej poznałam tam wielu Kolumbijczyków, którzy swoją kolorowością zawrócili mi w głowie. Kiedy wróciłam do Polski, zupełnie nieświadoma, że zostawiłam za sobą mojego przyszłego męża, rzuciłam się na poszukiwania wszystkiego co kolumbijskie i latynoskie. Było słabo z otrzymaniem jakichkolwiek ciekawych i wiarygodnych informacji. Dlatego też, z żądzy wiedzy, postanowiłam zrobić podyplomowe studia w Centrum Studiów Latynoamerykańskich na UW i to był strzał w dziesiątkę! Nie tylko poznałam fantastycznych ludzi o podobnych latynoskich zamiłowaniach, ale przede wszystkim na prawdę wiele nauczyłam się o Latynoameryce.

W 2003 roku pojechałam po raz pierwszy do Kolumbii i złapałam kolumbijskiego bakcyla. Potem los płatał mi różne figle, ale ostatecznie ulitował się nade mną i rzucił mnie do Kolumbii. Na lotnisku El Dorado wylądowałam w 2010 roku z zamiarem pozostania na stałe.

W Kolumbii mieszkam, pracuję, robię zdjęcia i piszę. Już od czasu studiów moim marzeniem było pracowanie z kawą i to mi się w Kolumbii udało - założyłam firmę, zarejestrowałam markę i na lokalnym rynku sprzedaję kawę specjalną. A gdzie indziej lepiej zajmować się kawą jak nie w Kolumbii?!

Mam na imię Ola.... co dla mówiących w hiszpańskim oczywiście brzmi jako "hola" czyli "cześć". Mimo, iż jestem tego świadoma już od prawie dwóch dekad, każdy nowy Kolumbijczyk nie omieszka mnie o tym poinformować. Nie da się przekonać, że w hiszpańskim "ola" oznacza także "falę". Musi być "cześć". Dlatego też tak bardzo do gustu przypadło mi Olita, którą zdrobniałą formę w hiszpańskim wymyśliła mi moja bardzo droga przyjaciółka z Republiki Dominikany.

Zapraszam do czytania!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.