Udomowione zwierzęta bohaterami kolumbianizmów

Dziś zabieram Was na kolumbijską wieś, gdzie przyjrzymy się jak udomowiona przez Homo sapiens fauna zamieszkuje w kolumbijskim społeczeństwie.



Burro, czyli osioł. W języku polskim mamy osoby uparte jak osioł lub głupie jak osioł. W Kolumbii osioł jest zdecydowanie terco, czyli uparty!

Chiva, czyli koza. W Kolumbii chiva to folklorystyczny autobus, o drewnianej karoserii, pomalowany na kolorowo, zwykle bez szyb ale za to nie brakuje ławkek do siedzenia. Chiva wypełniona jest ludźmi pijących aguardiente i tańczących do skoczliwej kolumbijskiej muzyki. I tak chiva, z wesołymi pasażerami, przemierza nocne, weekendowe ulice miasta w poszukiwaniu niekończącej się rumby. 

Conejo, czyli królik. Kolumbijczycy, jeśli zjedli obiad w restauracji i zorientowali się (na przykład), że portfel zostawili w domu, mogą "zrobić królika" - hacer conejo - czyli uciec z restauracji, wymigując się tym przed zapłaceniem rachunku. 

W języku polskim, najbliższe skojarzenie dla mnie jako ucieczka przed czymś to "dać szczupaka" lub "uciec jak zając". Ale pamiętajmy, że niezależnie od tego czy wybierzemy szczupaka czy zająca, Kolumbijczyk udaje królika w tej kokretnej sytuacji - ucieka przed uregulowaniem rachunku. 


Gallina, czyli kura. Po polsku tchórzymy jak zające, a Kolumbijczycy i świat mówiący po angielsku jak kury. No bo przecież kury są bardzo strachliwe! Uciekają trzepiąc skrzydłami i gdacząc po swojemu.

Synonimy: panikarz, zajęcze serce, ktoś kto ma cykora (pietra, stracha).


Gallo, czyli kogut. Podczas gdy w Polsce kogut symbolizuje nadejście dnia, w Kolumbii ktoś, kto męczy koguta komuś - mamar gallo - naśmiewa się, gra na nosie, kpi, drwi, naigrywa się, bawi się czyimś losem, stroi sobie żarty i robi tego kogoś po prostu w balona lub konia. Kolumbijczycy mają jeszcze inne wyrażenie na takie dokuczanie - tomar el pelo - czyli ciągną za włosa.

Znam koguta, który z koleji męczy ludzi i wielokrotnie w ciągu nocy można usłyszeć jego pianie...

Gata, czyli kotka. Zalotnica to dziewczyna, która ubiera się seksownie, lubi flirtować i jest do tego pewna siebie i swoich atutów. Wrzućcie w wyszukiwarkę "gata selfie" aby przyjrzeć się niektórym flirciarom.

Synonimy: kusicielka, uwodzicielka, kociak, kokietka, modliszka, wamp, femme fatale.


Gato, czyli kot. Skoro już jesteśmy przy kotach, to warto wspomnieć, że samiec kotki jest bardzo użyteczny na kolumbijskich drogach, zwłaszcza w momencie jeśli złapiemy gumę i musimy zmienić koło. W Kolumbii kot to lewarek. Zawsze miejmy go pod ręką w samochodzie.


Mosca lub mosco, czyli mucha. Jeżeli od Kolumbijczyka usłyszysz kiedyś, że Cię zna i do tego nazwie Cię muchą - Te conozco, mosco! - to znaczy, że zna Cię bardzo dobrze, tak jak łysego konia! A nie dość, że Cię zna, to jeszcze da Ci do zrozumienia, że nie z nim takie numery - zna Cię tak dobrze, że nie nabierze się na Twoje gierki. 

Ok, ok, już słyszę te głosy protestu, że jak to mucha jest udomowionym zwierzęciem?! Zgadzam się - nie jest. Ale ja tam widzę muchy latające koło zagrody z krową oraz ich koleżankę uciekającą przed pomarańczową klapką na muchy, którą sprawnie posługuje się pani gospodyni. Poza tym, nie mam osobnej kategorii na muchy. A wolę muchę uplasować jako udomowione zwierzę niż dzikie.


Pato, czyli kaczka. Dla Kolumbijczyków kaczką jest ktoś, kto niezaproszony idzie na imprezę lub inny event. Nieproszony imprezowicz! Ir de pato, czyli iść jako kaczka to po prostu iść na event bez zaproszenia. To wyrażenie ma jednak jeszcze jedno znaczenie, o czym poniżej.


W rosnącej pod względem ilości motocykli Bogocie, ir de pato to także jechać na przyczepkę, na dokładkę, na drugiego, właśnie na motocyklu.


Kolumbijczycy jak chcą komuś dodać animuszu, ducha lub skrzydeł, czyli po prostu zachęcić do działania i zdopingować, to wołają: do wody, kaczki! - ¡Al agua, patos! Do boju! Dawaj! Do odważnych świat należy! Czy nawet trochę zapomniane: naprzód marsz!


Perro, czyli pies, perra czyli suka. Podczas gdy w Polsce pies to wierny towarzysz i opiekun, w Kolumbii pies zamienia się w donżuana, seksualnego maniaka i erotomana. Taki.... pies na baby! Perro i perra to osoby seksualnie bardzo aktywne.

Synonimy: babiarz, bawidamek, casanova, kobieciarz, kogut, lowelas, ogier, playboy, podrywacz, pożeracz niewieścich serc, rozpustnik, samiec, uwodziciel i zbereźnik,


Czy wiecie, że w Kolumbii można w kogoś rzucić psem echar perros?! Osoba, która jest na celowniku może jedynie czuć się podwartościowana! Bo rzucająca psami osoba po prostu jest nami zainteresowana, podobamy się jej i chce z nami poflirtować, poromansować, poderwać czy nawet zbałamucić.

Synonimy: kokietować, latać za kimś, robić do kogoś słodkie oczy, szczerzyć zęby do kogoś, uganiać się za kimś, uwodzić, wdawać się w amory, wdzięczyć się, mizdrzyć się, rozkochiwać, zarywać, romansować, czarować, zawracać w głowie, nadskakiwać, umizgać się, zalecać się, starać się o względy, wdzięczyć.


Vaca, czyli krowa. Kolumbijczycy zabierają się za "zrobienie krowy" jeśli tylko potrzebna jest zbiórka czy składka pieniędzy na jakiś cel. Po prostu zrzutka!

Za tydzień, w drugiej części zwierzęcej odyseji, zabiorę Was najpierw na afrykańską pustynię i do lasów Eurazji. Potem wylądujemy w Bogocie aby zajrzeć na Plac Bolivara. Następnie przemierzymy zielone łąki i mokradła oraz przedrzemy się przez andyjskie lasy, aby na końcu dotrzeć do wiecznie zielonej Amazonii. Przyjrzymy się dzikim zwierzętom, które zawładnęły kolumbijskim słownictwem.

Do zobaczenia... pronto!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.