Kolumbianizmy wśród dzikich zwierząt

Tydzień temu pisałam o udomowionych zwierzętach, które zawładnęły kolumbianizmami. Dziś zabieram Was na wycieczkę na Saharę, do Indii oraz Kolumbii. Przyjrzymy się jak dzikie zwierzęta zamieszkują w kolumbijskich wyrażeniach.



Abeja czyli pszczoła. Przyznam się szczerze, że zupełnie nie zgadzam się z wymową znaczenia pszczoły w Kolumbii, bo z naszej pracowitej pszczoły, tutaj zmienia się ona w cwaniaka. Kiedyś wytłumaczyłam mężowi różnicę pomiędzy cwaniakiem i sprytnym, i to jemu zawdzięczam przetłumaczenie abeja na cwaniaka, a pochodzącego od osy avispado na sprytnego. 



Avispa czyli osa. Avispado to ktoś sprytny, kto w sposób inteligentny umie wykorzystać okazję dla swoich potrzeb. Ma bardziej pozytywne znaczenie niż kolumbijska pszczoła.



Camello czyli wielbłąd. Jak wiemy wielbłady ciężko pracują, w trudnych warunkach i mogą przetrwać miesiącami bez wody. Pewnie dlatego wielbłąd w Kolumbii jest symbolem pracy. "Wielbłądzenie", czyli czasownik camellar tłumaczy się jako pracować.



Culebra czyli wąż. A ściślej mówiąc wąż średniej lub małej wielkości, np. zaskroniec. Te duże to po hiszpańsku serpientes. Wąż w Kolumbii jest symbolem długu. 



Lagarto czyli jaszczurka. Chyba nie ma innego przymiotnika tak niechcianego, nielubianego, wręcz pogardzanego w Kolumbii jak jaszczurka. Lagarto to ktoś, kto podlizuje się innym osobom szukając z podchlebiania się jakiś korzyści. Styl życia i zachowania śliskiego jaszczura to szukanie "przyjaźni", z których można wyciągnąć przywileje i zasługi. Jaszczurki można spotkać przede wszystkim w tych środowiskach, gdzie koncentruje się władza i pieniądze, często w środowiskach politycznych. Lizus, krętacz i hipokryta. 



Lobo czyli wilk. W Kolumbii lobo czy loba to osoby bez gustu. Wilk to także bezguście - rzecz lub cecha. 



Mono czyli małpa. Dlaczego naczelne stały się kolumbianizmem dla blondynów i blondynek, tego na prawdę nie wiem. Mono i mona to określniki na osoby nie tylko o jasnych włosach. Ktoś kto w Kolumbii ma jaśniejsze włosy, jaśniejszą karnację lub nawet tylko niebieskie oczy, może być nazwany mono. Od moich pierwszych dni w Kolumbii nazwana jestem mona



Paloma czyli gołąb. Tak jak w Krakowie na Rynku, tak i na Placu Bolivara w Bogocie, zmorą są gołębie. Kiedyś służyły do przenoszenia wiadomości, a dziś w Kolumbii są symbolem zapomnienia. Jak Kolumbijczykowi coś się zapomni, coś mu "wyleci z głowy", może powiedzieć, że poszło sobie jak gołąb - irsele la paloma.



Sapo czyli ropucha. Pożyteczny, nocny płaz. Na wsi, mamy jednego w ogródku - nazwałam go Ernesto. Uwielbia ślimaki - sprytnie wybiera je ze skorupek, bez miażdżenia ślimaczego domku. Niestety w Kolumbii nie ma dobrej opinii. Ropuchą nazywa się kogoś wścibskiego, kogoś kto wtrąca nos w nie swoje sprawy. Ropuchą jest także kapuś i donosiciel.



Tigre czyli tygrys. Jest w Kolumbii taki jeden tygrys, który nazywa się Radamel Falcao. Miłośnicy piłki nożnej pewnie od razu rozpoznają o kim piszę, a jeśli nie to zwłaszcza Paniom polecam poszukanie jego zdjęć na necie. Falcao ma przydomek El Tigre, bo jest to na prawdę ekspert jeśli chodzi o atak w piłce nożnej. Tygrysy są zwinne, inteligentne, znają swoją specjalność od podszewki - spece w swojej dziedzinie! 



Zorro czyli lis. Kończę zwierzakiem, którego przedstawiać nie trzeba i który i w Polsce, i w Kolumbii ma takie samo znaczenie. Lis to ktoś bystry, błyskotliwy i łebski. Po prostu bystrzak!  

Do zobaczenia... pronto!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.