Bogotá za kierownicą (część 1)

Kto się spodziewał takiego pierwszego postu z nowej serii o kulturze?! Jestem przekonana, że nikt :)

Cztery lata temu, w marcu, dotrzymałam tutejsze prawo jazdy czyli "licencia de conducción" po uporczywych wypowiedziach mojego męża, że będę mogła jeździć samochodem dopiero jak wyrobię tutejsze prawo jazdy. I miał rację, ponieważ międzynarodowe prawo jazdy w Kolumbii jest ważne tylko pół roku, który to czas jest wystarczający, aby wyrobić sobie tutejszy plastik. W dniu, kiedy do urzędu zaniosłam dokumenty, dołączyłam również ładne zdjęcie od fotografa. Kolumbia się jednak zmodernizowała i na miejscu wykonano mi zdjęcie. Dodam tylko, że było to w ciemnym pomieszczeniu i bez żadnej dodatkowej lampy błyskowej. Aspirujący fotograf pstryknął mi zdjęcie podrzędnym aparatem fotograficznym i rezultat był taki, że ostatecznie na moim plastiku wyglądam jak zombi. Myślę, że bez problemu mogę wysłać to zdjęcie na casting do serialu The Walking Dead i zadzwonią do mnie, że dostałam fuchę.

Zacznę od wytłumaczenia systemu, który reguluje czy Kolumbijczyk może wyjechać na ulicę czy nie.

KOLOR TABLICY REJESTRCYJNEJ

Po pierwsze samochody dzielą się na te, które tablicę rejestracyjną mają żółtą albo białą. Żółta jest przyznawana samochodom tzw. "particulares" czyli każdemu zwykłemu kierowcy, który kupi sobie samochód do użytku osobistego czy rodzinnego. Białą otrzymują samochody tzw. "servicio público", czyli np. samochody dostawcze czy do przewozu osób (np. taksówki).





To się chyba wiąże z kolumbijskim uwielbieniem do segregowania wszystkiego i wszystkich kolorami, bo dodatkowo taksówki są żółte, a większość samochodów użytku publicznego ma kolor biały. Trudno znaleźć na drodze prywatny samochód w kolorze żółtym, no, może za wyjątkiem Ferrari...


Tak! To jest sklep Ferrari w Bogocie!
Czemu służy taki podział kolorów tablicy rejestracyjnej? Między innymi szybkiej identyfikacji, czy konkretny samochód może wyjechać na ulicę miasta w danym dniu powszednim w godzinach szczytu, czyli tzw. "pico y placa". "Pico" odnosi się do godzin szczytu, a "placa" to tablica rejestracyjna. W zależności od miasta, restrykcje wyglądają różnie, więc jeśli ktoś podróżuje z Bogoty do Medellin, warto sprawdzić jak wygląda restrykcja "pico y placa" w stolicy Antioquii, aby uniknąć mandatu. Poniżej skupiam się wyłącznie na Bogocie. System też może ulec zmianie jeśli aktualny burmistrz miasta tak zaleci, więc to co opisuję poniżej już za kilka lat może być nieaktualne.

PICO Y PLACA

W Bogocie mieszka zaledwie 8 milionów ludzi. Wprawdzie tylu samochodów nie ma, ale liczba ludzi kierująca codziennie samochodami jest spora. I choć stolica Kolumbii jest bardzo dużym miastem i ma bardzo rozwiniętą sieć drogową, liczba ulic, po których przemieszczają się mieszkańcy jest w gruncie rzeczy bardzo ograniczona na rzecz głównych osi drogowych. Aby poradzić sobie z rosnącą z roku na rok liczbą samochodów, wprowadzony został system "pico y placa" w miastach, gdzie uznano to za potrzebne.

Jak to działa?

Jeżeli twoja tablica rejestracyjna (a w Kolumbii wygląda ona mniej więcej tak: ABC 123) kończy się na liczbę nieparzystą, czyli 1-3-5-7-9 to nie możesz wyprowadzić samochodu w godzinach szczytu w dni kalendarzowe, które również mają nieparzysty numer (np. dzisiaj 15 marca). I analogicznie jeżeli twoja tablica rejestracyjna kończy się na liczbę parzystą 0-2-4-6-8 (np. ABC 124) to nie możesz jeździć samochodem w dni parzyste w godzinach szczytu. A godziny szczytu są następujące: od 6 do 8.30 oraz od 15 do 19.30. Innymi słowy w dni nieparzyste możemy przez cały dzień jeździć samochodem z rejestracją parzystą. A jeżeli mam do dyspozycji tylko samochód z restrykcją "pico y placa" na dany dzień, to mogę nim jeździć tylko od godziny 8.30 do 15 oraz po 19.30. Proste?

Samochody użytku publicznego (np. taksówki) czy samochody ciężarowe też mają swoje restrykcje, ale mniej uciążliwe niż te obowiązujące dla samochodów prywatnych.

Niewielu jest ludzi, którzy są posiadaczami samochodów w Kolumbii. Jeszcze mniej, którzy mogą kupić sobie dwa samochody, aby móc codziennie użyć czterech kółek jadąc do pracy. A jeszcze mniej, których portfel pozwala na zakup 4 samochodów (aby i pan i pani domu mogli codziennie osobnymi samochodami wygodnie podróżować).

Czy widzicie tu paradoks??? System został stworzony, aby uniknąć przepełnionych dróg, ale ci co mogą kupić więcej niż jeden samochód, ten system obchodzą. Mimo wszystko, to chyba jednak działa, o czym zawsze można się przekonać w godzinach kiedy nie obowiązuje restrykcja czyli pomiędzy 8.30 a 15 oraz w soboty - kto wyjedzie samochodem aby zrobić zakupy do domu, może liczyć się, że spędzi w korku bezlitośne godziny.

Dla mnie godziną magiczną w Bogocie jest czas pomiędzy 15 a 16. Na ulicach jest wtedy prawie pusto - ci co mieli restrykcję już zajechali do swoich garaży, a właściciele aut bez "pico y placa" jeszcze pracują w biurach.




DUŻY MA LEPIEJ I KTO TAK NA PRAWDĘ MA PIERWSZEŃSTWO?

Aczkolwiek właściwe prawo jazdy zrobiłam w Polsce, to dużego doświadczenia w jeździe po naszym kraju nie miałam. Zęby zjadłam sobie dopiero na kolumbijskich szosach, a dokładniej na Bogocie. A pierwszą lekcją jaką się nauczyłam to, że "większy ma pierwszeństwo" i... ciężarówki przez długi czas starałam się omijać szerokim łukiem.

Duży to nie tylko ciężarówki. Dużym może być też samochód osobowy.
W Kolumbii samochody osobowe dzielą się na samochody miejskie (małe) oraz "camperos" i "camionetas". Samochód miejski ma niskie zawieszenie, np. Volkswagen Golf. "Campero" to typowe samochody terenowe np. Toyota Land Cruiser, a słynne "camionetas" to samochody sportowo-użytkowe tzw. SUV, np. Ford Escape. Zatem duży w Kolumbii, to także któryś z modeli "camionetas" czy "camperos", które są marzeniem wielu, ponieważ dają nie tylko wygodę w podróżowaniu po bezdrożach podczas weekendu, ale jest też łatwiej wymusić pierwszeństwo na drodze, nawet jeśli samochodem podporządkującym się jest taksówka! Piszę z własnego doświadczenia ponieważ posiadamy dwa samochody: mały miejski i SUV. Mały jest fajny bo bardzo zwinny, ale na drodze czuję się traktowana jako kierowca drugiej kategorii. O wiele łatwiej zajeżdżają mi drogę zarówno i taksówki (nawet jak jadą tym samym modelem co mój samochód!), a kierowcy "camionetas" bezpardonowo władowują się przede mnie. Sytuacja odwraca się jak zmieniam samochód na większy. Nagle taksówkarze nie tylko nie wpychają się, ale nawet ustępują mi miejsca (w Bogocie taksówkarze jeżdżą tylko małymi i niskimi samochodami), a kierowcy innych SUV spoglądają na mnie przyjaźniej, traktując mnie jako sobie równego ("mój portfel równa się twojemu portfelowi"). Także jak widać - pierwszeństwo jest pojęciem absolutnie względnym.

PIESI MAJĄ PIERWSZEŃSTWO.... ŻE CO?

Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Bogoty, a było to w 2003 roku, o mało nie zostałam rozjechana przez taksówkę przechodząc przez przejście dla pieszych. Dodam, że mi człowiek przez szybę wygrażał, a zdumienie moje trwa do dziś.... Wciąż mało jest skrzyżowań gdzie ustawione jest światło dla pieszych. Zwykle trzeba zerkać czy jadący ulicą, przez którą chcesz przejść, ma światło czerwone. Najgorzej jest w sytuacjach kiedy samochód skręca w ulicę, gdzie ty przechodzisz na przejściu - obydwoje macie zielone. Wciąż jest wielu kierowców, kórzy uznają, że to oni - nie piesi - mają pierwszeństwo. Jak obserwuję, wielu Kolumbijczyków, zwłaszcza tych starszych albo z niższych sfer klasowych, grzecznie czeka i przepuszcza skręcające samochody nie zdając sobie sprawy, że to oni mają pierwszeństwo. Z taksówkarzami zawsze trzeba ostrożnie, bo tych nie imają się żadne reguły. Ja zauważyłam, że najlepiej działa na wymuszenie zatrzymania samochodu przed przejściem dla pieszych patrzenie się prosto w oczy kierowcy jakby mówiąc "To ja mam pierwszeństwo, nie ty!". Oczywiście nie wszyscy kierowcy są bez kultury - jest sporo osób, które nawet jeśli czekasz, aż samochód przejedzie, zatrzymują się i ręką pokazują ci aby przejść. Z pewnością mi pomaga fakt bycia dziewczyną i to na dodatek blond; jak i również częste spacerowanie z psem u boku.

Poniżej dwa filmiki wykonane w przeciągu 5 minut na jednym z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w Bogocie: Calle 100 z Carrera 19. Akurat trafił się mały ruch, zarówno samochodów jak i ludzi, ale parę sytuacji wydać gołym okiem:





Ponieważ post pomału się wydłuża, a tematów do omówienia jest jeszcze sporo, ogłaszam, że będzie część druga, a nawet i trzecia. W kolejnym poście będzie pikantnie!

Do zobaczenia... pronto!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.