Blog - kulturalna reaktywacja

Porzuciłam bloga i to na kilka lat... 

To fakt i nie da się temu zaprzeczyć. Ale czy o pisaniu i dzieleniu się moimi doświadczeniami z Kolumbii nie myślałam? Wręcz przeciwnie! Zawsze krążyły po mojej głowie pomysły na różne posty, brakowało jednak władzy wykonawczej. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że taka spora przerwa w pisaniu nie była zła... Czuję się bogatsza o kolejne 4 lata życia w Kolumbii, nabrałam trochę więcej dystansu, mam zdecydowanie więcej historii do opisania i chyba, ale to chyba, już rozumiem tutejszą kulturę - będzie o tym post ale trochę później.

Jest łatwo przyjechać do Kolumbii, oczarować się tym co ten kraj sobą reprezentuje i postanowić: zostaję. Jest trochę trudniej pozostać i wtopić się w codzienne życie akceptując wszystkie różnice kulturowe i dostosowując się do nich. Są osoby, którym asymilacja łatwiej przychodzi niż innym (znam takie), są osoby, które w ogóle nie akceptują tych różnic (też znam takie) i są osoby "opierające się", które chcą się wtopić w kulturę, ale niekoniecznie akceptują wszystkie różnice. Ja się zaliczam do tych ostatnich.

Wszyscy znamy powiedzenie "jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one". Ładne, prawda? Z dobrymi intencjami i szacunkiem dla drugiej kultury. Taaaak.... Myślę, że Ci, którzy mieszkali przez minimum kilka lat poza granicami swojego kraju, wiedzą jak trudne do zrealizowania jest to mądre przysłowie. No dobrze, ale do czego dążę?

TO MOŻE NAJPIERW SIĘ PRZEDSTAWIĘ? :)

Jestem magistrem psychologii społecznej, której studia silnie ukierunkowane były na międzykulturowość. W trakcie studiów pojechałam na kilka miesięcy do Stanów, aby podszkolić angielski. Tak się złożyło, że szkoła nie była popularna wśród Polaków (dobrze dla mnie bo byłam zmuszona komunikować się po angielsku), ale za to roiła się od Latynosów, głównie z Wenezueli, Brazylii, Republiki Dominikany i z Kolumbii. Przeżyłam swoje pierwsze zderzenia z kulturą, no i przede wszystkim poznałam Kolumbijczyka, który lata później został moim mężem. Tak rozpoczęła się fascynacja kulturą latynoską, której tajniki chciałam zgłębić tuż po powrocie do kraju. Od samego początku napotkałam mur, ponieważ informacji na ten temat w Polsce nie było (i zaryzykuję stwierdzenie, że nadal jest ich brak). Znalazłam jednak i zrobiłam studia podyplomowe w Centrum Studiów Latynoamerykańskich CESLA przy Uniwersytecie Warszawskim, które polecam wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć czegoś wartościowego na temat kultury latino. Po skończeniu studiów i kilku lat pracy w Polsce przeprowadziłam się do Londynu, który jest megakulturowym miastem i gdzie poznałam bliżej kultury arabskie, azjatyckie, inne europejskie oraz jeszcze bardziej zgłębiłam kultury latynoskie. A w 2010 przyjechałam do Kolumbii i już zostałam.

O CZYM BĘDZIE BLOG W WERSJI 2.0

Takie, w ogromnym skrócie, są moje naważniejsze "listy uwierzytelniające", jeśli chodzi o zrozumienie międzykulturowości. Bo o tym właśnie będę chciała pisać - przedstawić, przetłumaczyć i wytłumaczyć lokalną kulturę. Poczytać o tym co zwiedzić w Kolumbii jest łatwiej, bo istnieją przekazy zarówno rezydentów oraz podróżników i to w wielu językach świata. Tłumaczenie jakie są wzory myślenia i zachowania Kolumbijczyków jest trudniejsze, bo to trzeba przeżyć w bezpośredniej reakcji z nimi i przede wszystkim - postarać się zrozumieć. Niemniej jednak studia psychologiczno-latynoskie będą mi bardzo pomocne. Postaram się przybliżyć jak najbardziej obiektywnie kim jest Kolumbijczyk, co sobą reprezentuje oraz jak należy go zrozumieć. Osobistego pazura na pewno też nie zabraknie!

TYSIĄC ODCIENI ZIELENI

Tysiąc Odcieni Zieleni... ten tytuł na blog wybrałam, bo takie było moje pierwsze zmysłowe doświadczenie z tym andyjskim krajem, który ma dostęp do dwóch oceanów i rozciąga się na wszystkich strefach klimatycznych - gdziekolwiek nie pojedziesz wszędzie widzisz zieleń i niezliczone jej zabarwienia. Teraz wiem, że ogromna paleta odcieni dotyczy nie tylko samej przyrody, ale również i samych Kolumbijczyków.

Pierwszy post z nowej kulturowej serii już się w głowie pisze i potrzebuję zrobić kilka zdjęć. Będzie on wynikiem moich osobistych doświadczeń z dokładnie 4 ostatnich lat życia tutaj (mam nawet datę, która to potwierdza) i będzie to post w połowie obiektywny i w połowie przepełniony osobistymi opiniami, także... będzie pikantnie!

KWINTESENCJA KOLUMBII

Na koniec pozostawiam Wam do kontemplacji obraz kolumbijskiego malarza Fernanda Botero, który parę dni temu przesłała mi koleżanka wizytująca Muzeum Narodowe w Bogocie, z takim oto komentarzem, który pozwalam sobie przytoczyć: "(...) wpadł mi w oko piękny obraz Botero "El Bosque". (...) Pomyślałam o Tobie i Twoim blogu bo to jest dosłownie kwintesencja Kolumbii - tysiąc odcieni zieleni". Bardzo dziękuję za inspirację!!!



Do zobaczenia... pronto!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.