El Matuy - karaibski raj bez elektryczności

Czym byłyby Karaiby bez piaszczystych plaż, gorącego słońca i kłaniających się w stronę morza palm? Niczym! :)) 



CZY KOLUMBIA TO KARAIBY?

Bo Karaiby to przecież wyspy na Morzu Karaibskim - odpowie niejeden - a Kolumbia to Ameryka Południowa i Łacińska. Otóż nie. Prof. Andrzej Dembicz kiedyś powiedział, że Karaiby sięgają tak głęboko w ląd Ameryki Południowej dopóki można słuchać dźwięków marakas. Bo tak jest!




GDZIE SZUKAĆ BEZLUDNYCH PLAŻ? PALOMINO

Na kolumbijskim Wybrzeżu Karaibskim warto wybrać się do Cartagena de Indias, Santa Marta, Taganga czy do Narodowego Parku Tayrona. Tayrona, wciąż trochę dzika, przyciąga turystów z całego świata. Po raz pierwszy w parku byłam w 2003 roku, to na plażach oprócz nas (tzn. mnie i mojego przyszłego męża Kolumbijczyka) była tylko młoda dziewczyna z Izraela. Teraz - tłumy. Z jednej strony dobrze, bo Kolumbia potrzebuje turystów, a z drugiej - każdy musi się indywidualnie zastanowić czy nie warto np poszukać innej opcji.

Niedaleko za Tayroną, na pograniczu Departamentów Magdalena i Guajira znajduje się małe miasteczko Palomino. A tam - kraibski raj na plaży. Dotarliśmy tam po bardzo przekonywujących opiniach kuzynostwa, które w Reserva Natural El Matuy spędziło jeden dzień i... się w miejscu zakochało na zabój. Pojechaliśmy, zakochaliśmy się sami i na pewno tam jeszcze wrócimy, choć na pewno na znacznie dłużej.





DLACZEGO WARTO ODWIEDZIĆ

1. Piękne i czyste miejsce - wysprzątany piasek z upadających liści palm czy orzechów.
2. Prywatna plaża - co oznacza zero ulicznych sprzedających.
3. Piękne, wygodne i przestronne cabañas - prysznic pod gołym niebem przesłoniętym liśćmi palm.
4. Fantastyczne, obfite i bardzo smaczne jedzenie - 3 posiłki dziennie.
5. Daleko od drogi - zero hałasu cywilizacji.
6. Raj dla spacerowiczów po plaży.
7. Raj dla molów książkowych - hamak, ty i książka.
8. Raj dla tych co chcą odpocząć od cywilizacji i elektroniki - nie ma TV, radia.
9. Raj dla lubiących spać.
10. Hamaki i duże poduchy do siedzenia na plaży lub na tarasie własnej cabañii.
11. Bardzo sympatyczna i miła obsługa - i lemoniada na powitanie.
12. Możliwość zorganizowania wycieczek - La Guajira, Tayrona itp.
13. Można się kąpać w morzu - gdyż fale i prądy nie są aż tak aż tak zdradliwe jak w Tayrona.



CISZA...

To co mnie najbardziej uderzyło (a akurat trafiliśmy w dzień kiedy nie było praktycznie nikogo) to cisza. Choć nie cisza absolutna, bo tak naprawdę to cały czas się słyszy uderzające w brzeg fale Morza Karaibskiego. I te fale tak usypiają.... Na prawdę polecam przynajmniej dwa noclegi, bo w dniu pierwszym się po prostu śpi. Ja drzemałam trzy razy w ciągu dnia (zaraz po przyjeździe, po lunchu i pod wieczór), i do tego w nocy kolejne 11 godzin spania. Próba czytania ciekawej (!) książki za każdym kończyła się ciężkimi powiekami. Obwiniam fale i świadomość błogości, że nikt ci kurczę tutaj nie przeszkadza. Polecam! :)

RAJ BEZ ELEKTRYCZNOŚCI

W El Matuy nie ma elektryczności - zapomnijcie o telefonach, iPadach czy laptopach jak już się wam rozładuje bateria. Jeśli jednak ktoś jest uzależniony lub chce naładować komórkę przez dalszą podróżą, to można poprosić właściciela o przysługę.


W El Matuy jest spokój, relaks i jest.... romantycznie. Wieczorem - kolacja przy świecach. Dla tych co zostaną dłużej - możliwość zorganizowania wycieczek w górę rzeki i 1,5godz. zjazd na kołach lub kajakach. Do tego właściciel zna osoby, które zabiorą na Cabo de la Vela (Guajira) lub do Tayrona czy Ciudad Perdida.




Goodbye paradise!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.