Laguna de Tota i najlepsze pstrągi

Dziś będzie o Lagunie Tota, tęczowych pstrągach i cebulowych polach oraz o romantycznym Hotelu Pozo Azúl w jednym z najzimniejszych miejsc jakie znam.



JEZIORO TOTA / LAGUNA DE TOTA

Na północ od Bogoty, mijając historyczne miejsce Puente de Boyaca i słynne gorące źródła w Paipa, po krętej drodze dostajemy się do położonego wysoko w górach (ponad 3000 m n.p.m.) największego słodkowodnego jeziora Kolumbii zwanego Laguną Tota. Jezioro faktycznie jest duże, bo ma powierzchnię 55 km² i jest głębokie na 60 m. Dookoła otoczone jest wzgórzami Andów, co sprawia, że pejzaż jest na prawdę piękny. Nic dziwnego, że dawniej kultura Muisca ochodziła tutaj swoje religijne obrzędy.




Jezioro znane jest ze swojej hodowli pstrągów, w tym pstrąga tęczowego, którego można spróbować w hotelikach otaczających jezioro. Miejsce jest również ważnym ośrodkiem turystycznym dla sportów wodnych. 

Według mnie warto tam pojechać, aby odetchnąć czystym powietrzem i odpocząć od głośnej Bogoty. No i dla pstrąga! Ale o tym poniżej.


HOTEL POZO AZÚL - TĘCZOWY PSTRĄG I DLACZEGO JEST TAK ZIMNO

Hotel odwiedziliśmy po raz pierwszy kilka lat temu, w której restauracji zjedliśmy pstrągi. Od tamtego momentu nie mogłam się doczekać powrotu, gdyż był to najprawdopodobniej najlepszy pstrąg w moim życiu. Marzenia jak wiemy się spełniają :) Pstrągi są wyśmienite... nie będę się dużo rozpisywać, po prostu trzeba pojechać i spróbować samemu :) 
Ja zamówiłam rybę w białym winie i migdałach. I wina i migdałów nie pożałowali... :))

Mąż Kolumbijczyk zamówił zapiekaną cazuelę z pstrągiem i serem. Równie smaczna i sycąca.

Nasz późny posiłek jedliśmy z widokiem na Tota w okresie zachodzącego słońca.




Hotel Pozo Azúl (Niebieska Studnia) jest umiejscowiony na około 3.200 m. n.p.m. i otoczony jest pięknym ogrodem, o którego dbają właściciele. Właściwie nie ma pokoju, z którego nie roztaczałby się ładny widok (bo albo na jezioro, albo na zadbany i kwiecisty ogród).






Wysokość na której położony jest hotel jednak sprawia, że wieczorem jest tam.... nieziemsko zimno. Nie pomagają nawet dwie komnaty z kominkami.

W Kolumbii generalnie ściemnia się o  godzinie 18. Pomimo, iż jest to kraj tropikalny, to umówmy się, na tej wysokości nad poziomem morza jest na prawdę zimno. A ponieważ kolumbijskie domy i mieszkania ogrzewania raczej nie mają (choć znam wyjątki), to w hotelu owiewanym wiatrem od wysokogórskiego jeziora panowała istna zimnica. Zwłaszcza w naszym pokoju, ponieważ tym razem postanowiliśmy spędzić tam noc. Potraktowaliśmy to jednak jako przygodę i zasnęliśmy przytuleni do siebie pod trzema wartwami koców ;)




Przy wjeździe na posesję znaleźliśmy drzewka borrachero z owocami zwanymi kakaem La Sabana. 



DLACZEGO NAD JEZIOREM TOTA PACHNIE CEBULĄ

Region jest znany ze swojej produkcji cebuli. Zdaje się, że jest to jeden z większych ośrodków produkujących to warzywo. W powietrzu unosi się lekko cebulowy zapach.




W drodze do hotelu minęliśmy dosłownie parę parterowych domków wybudowanych tylko z naturalnych materiałów. Były bardzo niskie, ale to pewnie dlatego aby mieszkanie nie było zbyt zimne i nie traciło szybko ciepła.



Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.